Trochę historii
Historia się powoli pisze :)


Zamieszczamy wspomnienie Sławka i Ani, z czasów gdy Duszpasterstwem opiekował się ks. Andrzej Domański, oraz dwa zdjęcia z tamtego okresu:

Wspomnienia Sławka
Moje spotkanie z Duszpasterstwem Akademickim Biała Podlaska nie było normalne.
Studiowałem na Politechnice i przez pierwsze dwa lata studiów byłem na DA dwa razy ... we wrześniu dla zapoznania się z propozycjami tematów. Potem już nawet nie sprawdzałem czy coś dla siebie znajdę.
Gdy skończyłem studia wróciłem do Białej i zacząłem pracować. Na DA zaciągnęła mnie moja obecna żona. „Zaciągnęła” bo mocno się broniłem ... – Byłem już „za stary” ... – To nie moja uczelnia ... – Nikogo tam nie znam ... W końcu dałem się zaprowadzić.
Na spotkania na uczelni nie mogłem chodzić ze względu na pracę, ale ówczesny duszpasterz Andrzej Domański organizował we czwartki wieczorem spotkania w pokoju gdzie mieszkał na plebanii. Zaczynały się od brewiarza, a potem była dyskusja związana z czytaniami na najbliższą niedzielę. Przez pierwszy rok po prostu tam byłem i przysłuchiwałem się dyskusjom lecz nie zabierałem głosu.
Pod koniec kwietnia ks. Andrzej zorganizował dla studentów wyjazd do Szczawnicy. W programie było chodzenie po górach ... wziąłem urlop i pojechałem. Na miejscu okazało się, że studentów jest znacznie mniej niż takich ludzi jak ja i mamy drugiego księdza – Grzegorza Suchodolskiego.
Po dniu spędzonym na szlaku, po kolacji usiedliśmy wszyscy do wieczornych rozważań ... nie pamiętam tematu ... dyskusja się nie kleiła (nie wszyscy się znali, a i zmęczenie też dawało znać o sobie) i wtedy ks. Grzegorz zrobił coś nieoczekiwanego. „Puścił herezję” – wypowiedział się w sposób niezgodny z oficjalną nauką Kościoła. Najpierw nastąpiła konsternacja, a po chwili dyskusja bardzo się ożywiła. ... a ja obserwowałem uśmieszki obu kapłanów ...
W następnym roku już łatwiej dałem się namówić na uczestniczenie w „spotkaniach czwartkowych”. Znałem już kilka osób i czułem się swobodniej. Zacząłem też brać czynny udział w dyskusji. Ponieważ w czasach studenckich poświęciłem trochę czasu na przeczytanie Biblii (tylko trzy lata) miałem więc swoje przemyślenia którymi mogłem się teraz podzielić. Szczególnie lubiłem komentować fragmenty ze Starego Testamentu.
Nie zawsze dyskusja ruszała od razu i wtedy ja lub kolega „puszczaliśmy herezję”. Efekt rzeczywiście piorunujący ;).
W tym czasie na spotkania stale chodziło kilkanaście bardzo ciekawych osób i stworzyła się swego rodzaju więź między nami.
Ksiądz Andrzej dostał zgodę Biskupa do studiowania w Rzymie, kolejni duszpasterze nie kontynuowali formuły „spotkań czwartkowych”, a i ludzie z naszej grupy zaczynali pracować, zakładać rodziny.
Przez jakiś czas spotykaliśmy się sporadycznie. Dopiero gdy jeden z kolegów zdecydował się zasilić szeregi braci Bonifratrów na spotkaniu pożegnalnym uświadomiliśmy sobie, że jednak czegoś nam brakuje i postanowiliśmy częściej się spotykać. Z dawnych spotkań pozostał brewiarz i nazwa „spotkania czwartkowe” chociaż odbywały się w różne dni. Miejscami spotkań były nasze mieszkania, ale bywaliśmy także w Serpelicach, Kodniu, Pratulinie czy Woli Gułowskiej. Wydarzeniem, które zawsze mobilizuje nas do zebrania się razem są odwiedziny Ks. Andrzeja lub brata Wawrzyńca (Bonifratra). Nawet dzieci, które się pojawiły w naszych rodzinach traktują spotkania jak coś naturalnego i potrafią modlić się brewiarzem.


Wspomnienia Ani:
Duszpasterstwo Akademickie w moim życiu pojawiło się niespodziewanie
i jak się okazuje bardzo potrzebnie!!!

Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczęłam pracę zawodową. Koniec nauki w szkole to również koniec spotkań katechetycznych, na które uczęszczałam do Ojców Kapucynów przy kościele św. Antoniego w Białej Podlaskiej.
Początkowo nie brakowało mi tych spotkań – nowe, dodatkowe obowiązki zawodowe zrobiły swoje. Pozostawał tylko udział w niedzielnej Mszy Świętej i to jakby wystarczało. Ale całe szczęście nie na długo.
W 1993 r. zaczęłam studia zaoczne w Białymstoku (zjazdy co 2 tygodnie – sobota, niedziela) i wtedy zaczęłam odczuwać, że ta niedzielna Msza Św. to mój trudny czasami do spełnienia obowiązek. Czasami zbyt łatwo z powodu wyjazdu na zajęcia sama zwalniałam się z tego obowiązku – czułam, że oddalam się do tego co zawsze było dla mnie ważne, co było ważne w mojej rodzinie. Zaczęło mi brakować spotkań, które pomagały by mi być bliżej Boga.
Słyszałam już wtedy o spotkaniach czwartkowych u księdza Andrzeja – ale to przecież nie dla mnie!!! Księdza Andrzeja znałam z niedzielnych kazań – nawet mi się podobały. Kilka razy otrzymałam zaproszenie na takie spotkanie od swoich koleżanek – zawsze miałam jakiś ważny powód aby nie móc. Skusiła mnie jednak możliwość wyjazdu do Wrocławia na Europejskie Spotkanie Młodych organizowane zawsze na przełomie starego i nowego roku. Wyjeżdżałam i wracałam z myślą, że przecież wcale nie muszę chodzić na te spotkania. Kiedy wróciliśmy i już się żegnaliśmy otrzymałam krótkie zaproszenie od księdza Andrzeja na najbliższe spotkanie czwartkowe i już wtedy wiedziała, że będę!!!
Mój udział w spotkaniach był na zasadzie bycia i słuchania - czasami okupiony był dość dużym stresem – aby nie zostać zapytaną lub tremą przed zabraniem głosu przed pozostałymi uczestnikami spotkania. W czasie tych spotkań urzekła mnie modlitwa brewiarzowa, z którą spotkałam się pierwszy raz – bogactwo mądrości zawartych w psalmach w jakiś dziwny sposób dobranych do tego co się wokół mnie i ze mną działo. Do dziś w trudnych chwilach zaglądam do Księgi Psalmów i znajduję „to coś” dla siebie.
Ale spotkania czwartkowe to nie tylko modlitwa brewiarzowa – to także rozważanie czytań na najbliższą niedzielę. Było to dla mnie swoiste przygotowanie do niedzielnej Mszy Świętej. Przygotowanie, które staram się stosować i dziś (oczywiście w innej formie).
Spotkania czwartkowe to również wspólna herbata, rozmowy i bycie razem
z wartościowymi ludźmi tworzącymi niesamowitą wspólnotę, która przetrwała do dnia dzisiejszego – poza małymi wyjątkami.
Duszpasterstwo Akademickie to także inne wydarzenia i przeżycia mające wpływ na moje życie duchowe.
Wspólna Droga Krzyżowa – garstka studentów i „nie studentów” w pustym kościele to wydarzenie, które jest w mojej pamięci i wiem, że w istotny sposób zmieniło moje podejście do tego nabożeństwa. Możliwość niesienia krzyża od stacji do stacji, modlitwa na zakończenie tuż obok Tabernakulum z dłońmi na krzyżu – to cenny czas, który ukazał dla mnie osobistą wartość tego nabożeństwa.
Wspólny zimowy wyjazd do Szczawnicy – codzienne Eucharystie w małym gronie, wspólne wyprawy i rozmowy no i ta niezapomniana Koronka do Miłosierdzia Bożego podczas marszu po zaśnieżonych górach w Godzinie Miłosierdzia – to również ważne dla mnie chwile. To właśnie wtedy poznałam modlitwę, która jest bardzo ważna w moim życiu. To właśnie wtedy doświadczyłam modlitwy w drodze. To właśnie wtedy dowiedziałam się o Godzinie Miłosierdzia.

Dziś z perspektywy czasu myślę sobie, że moja obecność na spotkaniach
w ramach DA musiała być „kierowana z góry”. Pomimo tego, że każde spotkanie o czym już wcześniej wspominałam było okupione dużym stresem wynikającym m. in. z małej znajomości Pisma Świętego z niskiego poczucia własnej wartości i wielu innych przyczyn to nigdy nie przychodziły mi do głowy jakieś błahe powody, dla których warto było rezygnować z tych spotkań. To na ówczesnym etapie mojego życia „było do mnie nie podobne”!!!

Czy udział w spotkaniach DA miał wpływ na moje życie – zdecydowanie tak. Dzisiaj z perspektywy wielu minionych lat dziękuję Bogu za to, że pokierował mnie na te spotkania, za to wszystko co się na nich zadziało wtedy w mim życiu duchowym, za księdza Andrzeja, który potrafił nas zarazić tym co w życiu jest najważniejsze, który nawet po tak wielu latach pamięta o nas, za brata Wawrzyńca, który był uczestnikiem naszych spotkań a obecnie jest kapłanem w zakonie Bonifratrów (i też o nas pamięta) oraz za wszystkich przyjaciół, z obecnych (trochę mniej systematycznych) „spotkań czwartkowych”.

Ania
uczestniczka spotkań
Duszpasterstwa Akademickiego
w Białej Podlaskiej
w latach 1994 – 1996